Archiwum | Pizza & pasta RSS feed for this section

Makaron Conchiglioni ze szpinakiem – wersja nr 2

8 Paźdź

Jakoś spodobało mi się nadziewanie tych dużych makaronowych muszli :) Pewnie dlatego, że wbrew pozorom, jest to nie tylko proste danie, ale do tego bardzo efektowne. Pierwsza wersja muszli, o której pisałam jakiś czas temu, bazuje na nadzieniu ze szpinaku i fety, i jest zapiekana na beszamelu. W drugiej wersji, nadzienie również jest ze szpinakiem, ale za to z dodatkiem sera koziego a całość zapieka się w pomidorowej salsie pod pierzynką z żółtego sera.

DSC_1934Muszle nadziewane szpinakową kozą w pomidorach
Nadzienie:  1 łyżka oliwy, 1 łyżka masła, 1 opakowanie mrożonego szpinaku, 1 twarożek kozi (ok. 150 g), 2 ząbki czosnku, pieprz i sól do smaku.
Pomidorowa salsa: 
1 mała cebula, 1 ząbek czosnku, 1 łyżka oliwy, 2 puszki pomidorów bez skóry, opcjonalnie 1 chili, sól, 1/2 łyżeczki cukru, ulubione zioła: oregano, bazylia itp.
Do posypania: 150-200 g startego dobrego startego żółtego sera

Piekarnik nastaw na 180 stopni. Nastaw gar z posoloną wodą na makaron a w międzyczasie możesz zabrać się za przygotowanie nadzienia. Rozgrzej na patelni oliwę i masło, dodaj szpinak. Mieszaj całość do czasu, kiedy szpinak się rozpuści i trochę podsmaży. Dodaj ser kozi i wyciśnięty w prasce czosnek. Posól i popieprz do smaku. Mieszaj przez ok 5 minut, aż wszystko się dobrze połączy a ewentualny płyn wyparuje.
Na drugiej patelni rozgrzej oliwę i dodaj posiekaną cebulę, czosnek oraz chili (jeśli wolisz bardziej ostre). Posól i podsmażaj na wolnym ogniu mieszając od czasu do czasu do momentu, kiedy cebula się zeszkli. Dodaj pomidory, zwiększ ogień i gotuj całość, aż wyparuje nadmiar płynu (pamiętaj o mieszaniu). Dodaj sól, cukier i zioła. Wylej sos do naczynia, w którym będziesz piec makaron (ja używam formę do tarty – hmm w sumie, jakby się zastanowić, używam jej do wszystkiego…).
DSC_1942Makaron ugotuj al dente, odcedź, możesz zahartować go zimną wodą – będzie ci prościej go nadziewać. Każdą ugotowaną muszlę wypełnij farszem (ok 1 łyżeczka na muszlę) i układaj obok siebie w naczyniu z sosem. Posyp żółtym serem i wstaw do piekarnika na ok 15 minut. I wcinaj na zdrowie :)

Makaron z klopsikami

4 Lip

Czuję się strasznie winna, bo nie pisałam od stu lat, czyli od dwóch tygodni. Ponad. To nie tak, że nic nie gotowałam i nic nie jadłam, aaale jakoś tak wyszło, że albo gotowałam już to, o czym pisałam, albo nie miałam jak robić zdjęć (a bez zdjęć to jakoś tak…), albo mi coś nie wyszło (czyli testowałam coś nowego i zaliczałam wtopę). W każdym bądź razie sama przed sobą obiecuję solenną poprawę.
Jeśli masz ochotę na naprawdę pyszne włoskie danie, które wszyscy, włącznie z dzieciakami, pożrą w trzy sekundy – to makaron z mięsnymi pulpecikami w pomidorowym sosie, jest strzałem w dziesiątkę.

DSC_1082Makaron z klopsikami
Składniki 4-5 osób
klopsiki: 500 g mięsa mielonego  z indyka (lub innego), 1 ząbek czosnku, 1 łyżeczka soli, 1 jajko, 3 łyżki kaszy manny, 2 łyżki startego parmezanu lub innego ostrego, twardego sera (ostatnio znalazłam przepyszny ser Górski).
sos: 1 cebula, 1-2 ząbki czosnku, 1 łyżeczka ulubionych suszonych ziół (np. bazylia, oregano) lub ich mieszanka, 1 łyżka oliwy, 1 łyżka masła, 2 puszki krojonych pomidorów, 100 ml pełnotłustego mleka (chudsze może się zważyć), 1-2 łyżeczki cukru, sól i pieprz do smaku.
Makaron, jaki lubisz najbardziej – ale, jeśli mogę coś zasugerować, dodaj makaron papardelle lub tagliatelle.

Mięso wymieszaj w dużej misce z wyciśniętym czosnkiem, jajkiem, solą, serem i kaszą, a następnie ulep niewielkie kulki wielkości orzecha włoskiego i układaj na talerzach wyłożonych folią aluminiową albo spożywczą (nie będą się lepić do talerza). Kręcenie kulek będzie prostsze, jeśli będziesz mieć lekko zwilżone dłonie.
Do sosu potrzebujesz większego garnka o grubym dnie. Najpierw rozpuść masło i oliwę, i dodaj cebulę, posiekany czosnek oraz zioła. Podsmaż przez ok 10 minut często mieszając. Następnie wlej pomidory z puszki i całość zmiksuj. Podgrzej, dodaj mleko i doprowadź do wrzenia. Teraz po kolei wrzucaj klopsiki – nie mieszaj przez pierwsze 2-3 minuty, żeby się nie rozpadły. Gotuj całość przez ok 20 minut. Pod koniec gotowania spróbuj i dodaj sól, pieprz i cukier.
Na marginesie wspomnę, że jest to pierwszy przepis Nigelli Lawson, na który trafiłam parę lat temu oglądając jeden z jej programów. Od tamtej pory nie mam w domu żadnych torebek z gotowym sosem do spaghetti :)

Niedzielny kurczak a’la Puttanesca

9 Czer

Dzisiejsza niedziela zaczęła się wcześnie, bo o 6.30 rano, gdyż mój pies ma od czasu do czasu fantazję sobie „ot tak” poszczekać ;) Otworzyłam mu więc drzwi na ogródek i wróciłam do łóżka z nadzieją na dalszy sen. Nie minęło 15 minut, kiedy wpadło moje dziecko, żeby się poprzytulać… Po kolejnych 10 minutach doszło do wniosku, że jest idealny czas (?!) na to, żeby pograć w nową grę planszową, którą poprzedniego dnia zakupiła mu Buba… Szukając w sennej głowie jakiegoś ratunku, przypomniałam sobie, że ja z kolei nabyłam film „Różowa Pantera cz. 2”, która to informacja została przyjęta z wielkim aplauzem a chwilę potem – upragnioną ciszą, gdyż dziecię pobiegło włączyć film. Nie na długo jednak, gdyż po 5 minutach wróciło… z oczami kota ze Shreka i słowami „Maaamuś, chodź ze mną pooglądać”…. Ciąg dalszy poranka był bardzo podobny, czyli obejrzałam panterę, robiąc po drodze kakao, czytając jednym okiem książkę, potem …. jeszcze raz obejrzałam ten sam film, grając równolegle w … (tak, tak) grę planszową „Daj gryza”, w której trzeba wieszać tekturowe rybki na wiszącym tekturowym bucie, tak żeby nie spadły (a spadają jak diabli…). I to zagrałam w nią prawie 3 razy. Pod rząd… I zrobiła się godzina 9:45, kiedy mogłam wymknąć się do wanny :) Dalsze zadania przydzieliłam sobie sama tj. m.in. pomalowałam meble ogrodowe, tak że wyglądają teraz jak „funkiel nówka nie śmigane” :) A potem, miałam prawie 3 cudne godziny tylko dla siebie, czyli konie.  Dzisiaj, to też nie była taka prosta sprawa, bo trzeba było zgonić całe to towarzystwo z paddocku, co do zasady niezbyt im się podoba. Musiałam się więc nieźle naganiać a potem wyczyścić umorusaną jak nieboskie stworzenie Nockę przy akompaniamencie wszędobylskich skubiących chrapek jej córki Nutelli. Nie, żebym narzekała :) I w końcu upragniony teren. Uwielbiam tak pędzić przez las :) Kiedy wróciłam, byłam strasznie głodna, zwłaszcza na coś ostrego.  Wygrzebałam, to co miałam w lodówce i przygotowałam swoją wersję spaghetti z sosem Puttanesca z dodatkiem piersi z kurczaka.

DSC_0744Makaron z sosem Puttanesca i grillowaną piersią z kurczaka
Składniki na sos (3-4 osoby): 2 łyżki oliwy, 2 małe cebule, 2 ząbki czosnku, 20 czarnych oliwek. 10 zielonych oliwek z anchois, 2 puszki krojonych pomidorów, 1/2 łyżeczki mielonego chili (albo 2-3 papryczki chili), 10-15 małych kaparów (ze słoika), sól, 1/2 łyżeczki cukru, 1 łyżka posiekanej natki z pietruszki, 1 łyżka (albo więcej :) startego parmezanu lub innego ostrego sera)
Kurczak: 4 pojedyncze piersi z kurczaka, papier do pieczenia, sól, ok 1 łyżeczka chili, mieszanka przypraw do kuchni włoskiej (albo gotowa, albo wymieszaj w równych proporcjach po ok. 1/2 łyżeczki: oregano, bazylię i suszony czosnek).
Makaron taki, jaki lubisz najbardziej. Ja dzisiaj miałam ochotę na „gniazda”.

Rozgrzej oliwę na patelni i zeszklij pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek (średni ogień, żeby się nie przypiekło i pamiętaj mieszaj od czasu do czasu). W tym czasie pokrój na plasterki oliwki i posiekaj kapary, które wrzuć na patelnię po ok. 3-4 minutach. Podsmaż całość jeszcze przez 2-3 minuty i wlej pomidory z puszki. Pozwól, żeby sos pobulgotał sobie z jakieś 3 minuty. Teraz spróbuj i posól, tyle ile potrzebujesz (oliwki i kapary są dość słone, więc może się tak zdarzyć, że będziesz potrzebować raptem szczyptę albo dwie) i dodaj cukier. Zmniejsz ogień do minimum i pozwól, żeby odparowała się część wody tj. ok 5 minut. Sos po nałożeniu na makaron posyp natką z pietruszki i parmezanem. Jeśli nie masz mięsożerców w domu, to jest w zupełności wystarczające jedzonko na obiad.
DSC_0734Teraz czas na kurczaka. Rozbij tłuczkiem każdą pierś (przykryj wcześniej woreczkiem foliowym, żeby się nie przyklejała do tłuczka i nie pryskała dookoła). Papier do pieczenia przetnij tak, żeby po złożeniu na pół, zmieściła się w niego jedna pierś. Każdą pierś posyp solą, chili i pozostałymi przyprawami  – 1 szczypta każdego na 1 stronę kurczaka i zawiń w papier do pieczenia. Rozgrzej patelnię grillową (albo inną z „nieprzywierającym” dnem) i smaż zapakowane kurczę po ok. 3-4 minuty z każdej strony. Po tym czasie pokrój pierś w plastry i serwuj jako dodatek do makaronu z sosem.

A tak na marginesie, to ze zdjęciami dzisiaj też nie było łatwo. Kot polował…

Conchiglioni ze szpinakiem

27 Maj

DSC_0569Kompletnie, ale to kompletnie nie miałam pomysłu na dzisiejszy obiad, zwłaszcza że miałam na coś ochotę, ale nie bardzo wiedziałam na co… Oj tam – jestem przekonana, że też tak macie. W każdym bądź razie, wpadłam do „przydomowego” sklepiku i z obłędem w oczach zaczęłam przeglądać nieco pustawe, poniedziałkowe półki w nadziei, że coś mnie natchnie. I wyobraźcie sobie, że natchnęło :) Pudełko z makaronem Conchiglioni No 55 , czyli (mimo nazwy nieco przypominającej znane perfumy) dużymi makaronowymi muszlami. Dokupiłam do niego jeszcze tylko kilka drobiazgów i dumna ze swej zdobyczy, pędem wróciłam do domu. Oto, co upichciłam.

DSC_0554Muszle nadziewane szpinakiem na beszamelu
Nadzienie:  1 łyżka oliwy. 1 łyżka masła, 1 opakowanie mrożonego szpinaku, 1 kostka Fety, 2 ząbki czosnku, opcjonalnie 1 papryczka chili, pieprz i sól do smaku.
Beszamel: 1 czubata łyżka masła, 1 czubata łyżka mąki, ok 1 1/2 szklanki mleka, szczypta gałki muszkatołowej, szczypta soli, szczypta pieprzu.
1 opakowanie makaronu Conchiglioni No 55 ugotowanego al dente (tj. ok 11 minut w osolonej wodzie).

Nastawiłam piekarnik na 180 stopni i zabrałam się za nadzienie. Na patelni rozgrzałam oliwę i rozpuściłam masło. Następnie dodałam szpinak, który mieszałam od czasu do czasu do momentu, kiedy się roztopił i lekko podsmażył. W tym czasie, w miseczce rozdrobniłam fetę, którą dorzuciłam do szpinaku. Całość trzymałam na ogniu tak długo, aż wyparował cały płyn powstały w trakcie gotowania. Mniej więcej w tym czasie dodałam pokrojoną w półplasterki chili i wyciśnięte oba ząbki czosnku, i popieprzyłam. Spróbujcie całości zanim (jeśli) dodacie sól, bo feta sama w sobie jest zazwyczaj bardzo słona i łatwo można przesadzić :) Podgrzałam jeszcze ok 3 minuty i odstawiłam, żeby przestygło.
DSC_0505Czas na beszamel. Z beszamelem walczę od wielu lat, bo niestety jest to humorzaste stworzenie i bardzo lubi się przypalać, zbrylać, albo jedno i drugie. Wypracowałam sobie kilka sposobów, które znacznie zwiększają prawdopodobieństwo zwycięstwa. Po pierwsze, ważne jest to, w czym będziecie robić sos. Najlepiej, żeby był to garnek z nieprzywierającym dnem, a w ogóle najlepiej, żeby to była patelnia. Po drugie, do mieszania wykorzystajcie trzepaczkę (albo widełki od miksera) albo silikonową łopatkę (taką do wyjmowania resztek surowego ciasta z miski) lub drewnianą łychę. Po trzecie, jak najmniejszy ogień. Po czwarte, cały czas mieszać mieszać mieszać. Dobra – do rzeczy. „Na boku” przygotowałam sobie szklankę z mlekiem. W garnku roztopiłam masło i dodałam do niego łyżkę mąki. Mieszałam całość do momentu, kiedy masło zaczęło lekko się złocić i dolałam pomału mniej więcej połowę szklanki mleka, i … dalej mieszałam. Kiedy całość zgęstniała (konsystencja budyniu), dolałam drugą połowę szklanki mleka i mieszałam aż znowu nie zgęstniała. Po dolaniu trzeciej, ostatniej porcji mleka (tj. najlepiej niecałą połowę szklanki), możecie mieć wrażenie, że całość jest nieco za rzadka. Wtedy wystarczy lekko zwiększyć ogień (cały czas mieszając), aż sos zacznie wrzeć i ponownie zgęstnieje. I koniec tj. wyłącznie gaz, prąd, czy inne źródło grzania :) Na tym etapie dodałam szczyptę gałki muszkatołowej. No dobra – powinnam była dać, ale mi się sypnęło nieco więcej, więc musiałam łowić nadmiar, bo inaczej sos zrobiłby się lekko gorzkawy. I jeszcze szczypta soli (nie za dużo – pamiętajcie o słonej fecie).
DSC_0532Jako naczynie do zapiekania wykorzystałam kamionkową formę do tarty, ale może to być jakiekolwiek żaroodporne naczynie. Połową sosu wysmarowałam dno formy. Każdą ugotowaną muszlę wypełniłam farszem (ok 1 łyżeczka na muszlę) i ułożyłam w formie. Drugą połowę sosu rozsmarowałam na wierzchu (też 1 łyżeczka na muszlę). Całość delikatnie przykryłam folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 15 minut.

Wyszło pyyycha :) Warzywoodporne dziecię pożarło 7 szt., więc chyba mu smakowało :)))

Chińskie bułeczki na parze

21 Maj

Kiedy byłam jeszcze w liceum, miałam ulubione miejsce, do którego często trafiałam „na głodzie” w drodze ze szkoły do domu. Była to zwykła budka z chińskim jedzeniem, jedna z pierwszych w Szczecinie. Mając zaledwie kilka złotych w kieszeni można było zjeść Paodzy, czyli robioną na parze, drożdżową bułeczkę z mięsno-warzywnym nadzieniem. Do tej pory pamiętam jej smak i poczucie, że jem coś naprawdę nadzwyczajnego.
Wydawało mi się, że zrobienie Paodzy, to wyższa szkoła jazdy, ale okazuje się, że wręcz przeciwnie :)

DSC_0482-002Paodzy (przepis na 20 szt.)
Składniki na ciasto: i tutaj niespodzianka – składniki takie, jak na ciasto na pizzę, więc podaję swój wypróbowany przepis tj. 3 łyżeczki drożdży suszonych, 1 szklanka ciepłej wody, 3 szklanki mąki, 1/2 łyżeczki soli.
Składniki na farsz: 400-500 g mięsa mielonego (dowolny rodzaj), 2 łyżki oleju, 1 opakowanie mrożonej mieszanki warzyw do potraw chińskich Hortexu, 1 garść kiełków fasolki mung i/lub soi, 2 ząbki czosnku, 1 papryczka chili, ok 2 łyżki sosu sojowego, ok 1 łyżka sosu rybnego, 1 łyżeczka imbiru (albo zetrzeć ok 2-3 cm kawałek świeżego imbiru), 1/2 łyżeczki sproszkowanego chili, 1 łyżeczka cynamonu.

Najpierw ciacho. Do dużej miski wsypałam drożdże, zalałam ciepłą wodą, dobrze wymieszałam i odstawiłam na 10 minut. Następnie do drożdży dosypałam 2 szklanki mąki oraz sól i całość zarobiłam drewnianą łyżką aż wszystkie składniki się połączyły. Potem zakasałam rękawy i wygniatałam ciasto, stopniowo dosypując resztę mąki do momentu, kiedy stało się gładkie i łatwo odchodziło od dłoni. Michę przykryłam ściereczką i odstawiłam na czas potrzebny do przygotowania farszu.
Na dużej patelni rozgrzałam olej, na który wrzuciłam mieszankę warzyw, które wcześniej pokroiłam na drobniejsze kawałki. Smażyłam do momentu, kiedy całkiem się rozmroziły i dodałam kiełki, pokrojoną w paseczki papryczkę chili oraz posiekany czosnek. Następnie dodałam 1 łyżkę sosu sojowego oraz 1/2 łyżki sosu rybnego. Wymieszałam i po ok 3 minutach dodałam mięso. Ponieważ mielone mięso lubi się „zbrylać” w duże kawałki, rozgniatałam je delikatnie widelcem, przez co ładnie połączyło się z warzywami. Po ok 5 minutach dodałam resztę sosu sojowego i rybnego oraz pozostałe przyprawy. Farsz może wydawać się nieco za słony, ale uwierzcie mi, sól zginie w bułeczce. Patelnię odstawiłam na bok, żeby całość przestygła i zabrałam się za ciasto.
DSC_0482Ciacho położyłam na ściereczkę i podzieliłam na 20 w miarę równych części tj. wielką kulę najpierw rozerwałam na pół, potem każdą połowę znowu na pół, i znowu na pół, i znowu… aż wyszło mi 20 kulek wielkości piłeczki do ping-ponga ;) Każdy kawałek ciasta rozpłaszczyłam na dłoni na placuszek o grubości ok 4 mm, nałożyłam nadzienie (i nie skąpiłam tj. ok 1 łycha na placek) i palcami połączyłam brzegi, jakby do formy sakiewki. To jest moment, w którym część bułeczek może powędrować do zamrażalnika „na potem”. Bułeczki gotowałam na parze przez ok 15 minut. Mam spory parownik, więc mogłam ugotować 5 na raz, ale pamiętaj nie wrzucaj za dużo (nawet jeśli masz dużego głoda), bo się skleją, jak urosną.

Wyszła pycha :) Bułeczki podałam z sosem sojowym i szczypiorkiem, który doskonale przełamuje smak chińszczyzny, ale sądzę, że dobry sos słodko-kwaśny też byłby idealny. A tak w ogóle, to czy macie jakiś przepis na domowy sos słodko kwaśny????

Pizza Day

23 Kwi

Każdy pretekst jest dobry, żeby zrobić pizzę. Jakoś tak zawsze się składa, że Pizza Day zamienia się w dzień gier, filmów albo niezapowiedzianych nalotów przyjaciół. Dzisiaj też tak było, bo zamiast jednego małego głodomora, było ich dwóch. A zwykłe popołudnie zamieniło się w pełne śmiechu, zagryzane pizzą i lodami opowieści o wycieczce szkolnej oraz wyścigi samochodowe i konkurs w jeździe na deskorolce.

DSC_0177PIZZA
Ciasto na pizzę: 3 łyżeczki drożdży instant, 1 szklanka ciepłej wody, 3 szklanki mąki, 1/2 łyżeczki soli.

Zacznę od ciasta, bo to jest podstawa. Z tej ilości ciasta możecie zrobić jedną pizzę o grrrubym spodzie (duża piekarnikowa blacha), albo dwie na cienkim. Ponieważ wolę pizzę na cienkim spodzie, wybieram  opcję drugą. Od razu zaznaczam, że przy wyrabianiu ciast drożdżowych, najczęściej wspieram się mikserem (spiralna końcówka) i wszystkie ciacha, nawet słodka drożdżówa wychodzą super. Niestety dzisiaj ciasto wyrabiałam ręcznie, gdyż…. mikser mi ostatnio padł i jeszcze nie dorobiłam się nowego. Ale wracam do tematu.
Drożdże wsypałam do kubka z ciepłą wodą, dodałam odrobinę cukru, żeby je podkarmić, wymieszałam i zostawiłam na 10 min. W międzyczasie, do dużej miski wsypałam 2 szklanki mąki, do której następnie wlałam wodę z rozpuszczonymi drożdżami, dodałam sól i zamieszałam, żeby składniki się połączyły. Na tym etapie ciasto jest kleiste  i macie do wyboru albo wrzucić je na stolnicę i tam wyrabiać, albo kontynuować w misce, pod warunkiem, że jest rzeczywiście spora. Ciasto trzeba wygniatać, dodając stopniowo pozostałą mąkę (bo została jeszcze 1 szklanka), do momentu, kiedy będzie gładkie, elastyczne i nie będzie się kleić do rąk (lub widełek miksera). Zgodnie z zasadami, ciasto należy uformować w kulę i zostawić na godzinę do wyrośnięcia, i dopiero potem kłaść na blachę, ale… w przypadku pizzy nigdy tego nie robię, bo za bardzo się spieszę do efektu końcowego. Ciasto dzielę więc na dwie w miarę równe części i rozgniatam dłonią na naoliwionych blachach (dobrze jest mieć tłuste od oliwy dłonie, bo wtedy ciasto lepiej się rozciąga). Nadszedł czas na rozgrzanie piekarnika do 230 stopni. Po nałożeniu składników, pizzę piekę 15-20 minut.

No a co na wierzch?

Robię dwie wersje pizzy – dorosłą i dziecięcą. Ta druga wersja jest mega prosta, bo moje dziecko nie toleruje na niej żadnych składników pochodzenia roślinnego (nie licząc pomidorów i ketchupu). Tak więc ciasto smaruję ketchupem, posypuję mieszanką przypraw do kuchni włoskiej, kładę plasterki dobrej kiełbasy krakowskiej, albo szynki i ser. Wersja dorosła, jak się domyślacie, jest nieco bogatsza.
Nie przepadam za pizzą z mięsem mielonym, która jest najczęściej robiona w domu. No i lubię, żeby było pikantnie.

Moja ulubiona pizza

Składniki: 2 opakowania kiełbasy pepperoni w plasterkach (albo ok 25 dag innej pikantnej kiełbasy np. chorizo), 1 duża cebula, 1 puszka/słoik czarnych oliwek bez pestek (polecam hiszpańską firmę Jolca), 1 papryczka chili (albo 1,5), ok 35 dag startego sera żółtego.

Na cieście, podobnie jak w przypadku pizzy dziecięcej, rozsmarowuję ketchup z dodatkiem przypraw do kuchni włoskiej.
Dygresja – jakiś czas temu nie mogłam trafić na porządną paprykę chili i zastosowałam pewien zamiennik, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Otóż zamiast ketchupu użyłam gotowego sosu Arrabbiata (firmy Barilla), czyli sosu pomidorowego z dodatkiem ostrej papryki. Uwierzcie – rewelacja.
Następnie na wierzch kładę kiełbasę, potem cebulę pokrojoną w cieniutkie półplasterki, całe oliwki i plasterki papryki (pamiętajcie o pozbyciu się pestek), no i oczywiście ser. 15-20 minut w piekarniku i gotowe :)
Taką pizzę uwielbiam wcinać z plasterkami tzw. ogórków kanapkowych, czyli słodkawych ogórków konserwowych.