Tag Archives: feta

Bułgarski placek z cukinii

18 Czer

Pamiętam, jak kilkanaście lat temu moja babcia po raz pierwszy zasadziła na ogródku cukinię. Ponieważ zawsze miała genialną rękę do roślin, skończyło się na tym, że całe lato jedliśmy na przemian: placki z cukinii, zupę z cukinii, cukinię faszerowaną, nawet (ku ubolewaniu mojego taty) hihi schabowe z cukinii – cukinia była obecna dosłownie wszędzie. Wszyscy mieliśmy jej tak dość, że w następnym roku babcia była zmuszona zlikwidować połowę krzaków.
Na mój gust, cukinia jest trochę bez smaku, za to doskonale nadaje się, jako towarzysz innych warzyw np. robionych na chrupko na patelni. Kiedy dzisiaj przypadkiem znalazłam przepis na bułgarski placek, w którym cukinia gra główną rolę, bardzo byłam ciekawa, co z tego wyjdzie, więc nie zastanawiając się dłużej, zabrałam się do roboty.

DSC_0903Bułgarski placek z cukinii
Składniki: 4 średnie cukinie, 3 jajka, 250 g pokruszonej fety (tj. 1 kostka), 5 łyżek kaszy manny, dużo zielonego tj. po ok 2-3 łyżki posiekanego koperku i natki pietruszki, 2 wyciśnięte ząbki czosnku, ok 1 łyżeczka soli, pieprz.
Sos jogurtowy: 1 kubeczek jogurtu naturalnego (najlepiej greckiego), 1-2 ząbki czosnku, koperek, sól do smaku (czasem dodaję też 1 łyżeczkę majonezu, który fajnie podkreśla smak całości).

DSC_0922Piekarnik nastawiłam na 180 stopni. Cukinie obrałam i starłam na tarce, na grubych oczkach. Potem odstawiłam na ok 5 minut i odcisnęłam z nadmiaru wody (niestety nie sprawdził się w tym przypadku sposób na dociśnięcie talerzem z postawionym na wierzchu garnkiem z wodą, więc brałam po trochu w garść i zwyczajnie wyciskałam sok). Następnie dodałam wszystkie pozostałe składniki i wymieszałam. Masę należy włożyć do wysmarowanego masłem naczynia żaroodpornego (piekłam w kamionkowej formie do ciasta), tak żeby warstwa nie była wyższa niż 3 cm i piec przez ok 40 minut do momentu, kiedy wierzch się zarumieni (piekłam o 5 minut dłużej). Po upieczeniu całość pokroiłam w trójkąty i podałam z sosem jogurtowym, i całą furą sałatki.
Wyszło bardzo dobre – puszyste i delikatne, i zostało zeżarte z dokładką w 5 minut ;)

Conchiglioni ze szpinakiem

27 Maj

DSC_0569Kompletnie, ale to kompletnie nie miałam pomysłu na dzisiejszy obiad, zwłaszcza że miałam na coś ochotę, ale nie bardzo wiedziałam na co… Oj tam – jestem przekonana, że też tak macie. W każdym bądź razie, wpadłam do „przydomowego” sklepiku i z obłędem w oczach zaczęłam przeglądać nieco pustawe, poniedziałkowe półki w nadziei, że coś mnie natchnie. I wyobraźcie sobie, że natchnęło :) Pudełko z makaronem Conchiglioni No 55 , czyli (mimo nazwy nieco przypominającej znane perfumy) dużymi makaronowymi muszlami. Dokupiłam do niego jeszcze tylko kilka drobiazgów i dumna ze swej zdobyczy, pędem wróciłam do domu. Oto, co upichciłam.

DSC_0554Muszle nadziewane szpinakiem na beszamelu
Nadzienie:  1 łyżka oliwy. 1 łyżka masła, 1 opakowanie mrożonego szpinaku, 1 kostka Fety, 2 ząbki czosnku, opcjonalnie 1 papryczka chili, pieprz i sól do smaku.
Beszamel: 1 czubata łyżka masła, 1 czubata łyżka mąki, ok 1 1/2 szklanki mleka, szczypta gałki muszkatołowej, szczypta soli, szczypta pieprzu.
1 opakowanie makaronu Conchiglioni No 55 ugotowanego al dente (tj. ok 11 minut w osolonej wodzie).

Nastawiłam piekarnik na 180 stopni i zabrałam się za nadzienie. Na patelni rozgrzałam oliwę i rozpuściłam masło. Następnie dodałam szpinak, który mieszałam od czasu do czasu do momentu, kiedy się roztopił i lekko podsmażył. W tym czasie, w miseczce rozdrobniłam fetę, którą dorzuciłam do szpinaku. Całość trzymałam na ogniu tak długo, aż wyparował cały płyn powstały w trakcie gotowania. Mniej więcej w tym czasie dodałam pokrojoną w półplasterki chili i wyciśnięte oba ząbki czosnku, i popieprzyłam. Spróbujcie całości zanim (jeśli) dodacie sól, bo feta sama w sobie jest zazwyczaj bardzo słona i łatwo można przesadzić :) Podgrzałam jeszcze ok 3 minuty i odstawiłam, żeby przestygło.
DSC_0505Czas na beszamel. Z beszamelem walczę od wielu lat, bo niestety jest to humorzaste stworzenie i bardzo lubi się przypalać, zbrylać, albo jedno i drugie. Wypracowałam sobie kilka sposobów, które znacznie zwiększają prawdopodobieństwo zwycięstwa. Po pierwsze, ważne jest to, w czym będziecie robić sos. Najlepiej, żeby był to garnek z nieprzywierającym dnem, a w ogóle najlepiej, żeby to była patelnia. Po drugie, do mieszania wykorzystajcie trzepaczkę (albo widełki od miksera) albo silikonową łopatkę (taką do wyjmowania resztek surowego ciasta z miski) lub drewnianą łychę. Po trzecie, jak najmniejszy ogień. Po czwarte, cały czas mieszać mieszać mieszać. Dobra – do rzeczy. „Na boku” przygotowałam sobie szklankę z mlekiem. W garnku roztopiłam masło i dodałam do niego łyżkę mąki. Mieszałam całość do momentu, kiedy masło zaczęło lekko się złocić i dolałam pomału mniej więcej połowę szklanki mleka, i … dalej mieszałam. Kiedy całość zgęstniała (konsystencja budyniu), dolałam drugą połowę szklanki mleka i mieszałam aż znowu nie zgęstniała. Po dolaniu trzeciej, ostatniej porcji mleka (tj. najlepiej niecałą połowę szklanki), możecie mieć wrażenie, że całość jest nieco za rzadka. Wtedy wystarczy lekko zwiększyć ogień (cały czas mieszając), aż sos zacznie wrzeć i ponownie zgęstnieje. I koniec tj. wyłącznie gaz, prąd, czy inne źródło grzania :) Na tym etapie dodałam szczyptę gałki muszkatołowej. No dobra – powinnam była dać, ale mi się sypnęło nieco więcej, więc musiałam łowić nadmiar, bo inaczej sos zrobiłby się lekko gorzkawy. I jeszcze szczypta soli (nie za dużo – pamiętajcie o słonej fecie).
DSC_0532Jako naczynie do zapiekania wykorzystałam kamionkową formę do tarty, ale może to być jakiekolwiek żaroodporne naczynie. Połową sosu wysmarowałam dno formy. Każdą ugotowaną muszlę wypełniłam farszem (ok 1 łyżeczka na muszlę) i ułożyłam w formie. Drugą połowę sosu rozsmarowałam na wierzchu (też 1 łyżeczka na muszlę). Całość delikatnie przykryłam folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 15 minut.

Wyszło pyyycha :) Warzywoodporne dziecię pożarło 7 szt., więc chyba mu smakowało :)))

Brokułowa feta

22 Kwi

Moje dziecko z reguły zdecydowanie unika jedzenia w kolorze zielonym. Zwłaszcza, że należy ono do znienawidzonej i wrogiej grupy pod nazwą „warzywo”. Na szczęście, małymi kroczkami, udaje mi się go zawrócić ze „złej drogi” a to za sprawą … brokułów.

Brokułowa sałatka z fetą
1 spory brokuł, 1 pojemnik fety w kosteczkach (najlepiej Apetina Feta z czosnkiem i pietruszką, albo po prostu 1 kostka fety), 1 duży pojemnik jogurtu naturalnego (tj ok 350g), 1 łyżka majonezu, 1 duży ząbek czosnku, sól.

Robię to tak. Dzielę brokuła na małe różyczki i wrzucam do posolonego wrzątku, żeby się ugotował al dente… Chodzi głównie o to, żeby go nie rozgotować (bo nabierze dużo wody i straci smak), więc gotuję ok 7-8 minut. Potem go odcedzam i zostawiam, żeby wystygł. W międzyczasie mieszam jogurt z majonezem i wyciśniętym czosnkiem oraz solą (oszczędnie tj. szczypta, bo sama feta jest słona). Jeśli korzystasz z fety w kawałku, to pokrój ją w małą kostkę. Ponieważ już to robiłam i mam złe doświadczenia (feta sklejona z nożem, z deską, z fetą, z palcami … uch!), używam wersji pokrojonej (pasuje mi zwłaszcza ta z czosnkiem). Ostudzonego brokuła wrzucam do michy, wsypuję fetę i zalewam sosem jogurtowym, i dokładnie mieszam.
No i teraz jest mi bardzo przykro, ale tej sałatki nie należy pożreć od razu, tylko trzeba wrzucić do lodówki na min 30 minut, żeby wszystkie składniki się przegryzły. I już.
Znika błyskawicznie. Z dokładką :)
P.S. Tym, którzy wiercą dziurę w brzuchu o zdjęcia obiecuję, że dołączę. Wkrótce :p