Archiwum | Przepisy RSS feed for this section

Śniadaniowy omlet

15 Czer

Dzisiaj, wstałam baaaardzo późno (co zazwyczaj w ogóle mi się nie zdarza), tak więc czekało na mnie mega głodne dziecię. Wiedziałam, że nie ma szans na przygotowanie czegokolwiek, co zajmie więcej niż 10 minut, gdyż grozi to strajkiem okupacyjnym. Wybór mógł być tylko jeden – śniadaniowy omlet. Powody: jest to jedno z ulubionych dań mojego dziecka, jego przygotowanie jest szybkie – zwłaszcza przy udziale małego asystenta oraz każdy omlet może być idealnie dopasowany do indywidualnego smaku i apetytu głodomora, którego karmisz :)

DSC_0802Śniadaniowy omlet Filipa
Składniki: 2-3 jajka (mały-duży), chlust mleka (żeby omlet był puszysty), szczypta soli, 1 łyżeczka masła (opcjonalnie).
Dodatki: 2-3 plasterki szynki, 2-3 plasterki sera żółtego.

Filip wbił jajka do miseczki, chlusnął mlekiem (precyzując chlust – są to ok 2-3 łyżki mleka), posolił i ubił trzepaczką (może być widelec) na jednolitą masę. W tym czasie pokroiłam szynkę w kostkę, którą następnie podsmażyłam „na złoto” na masełku tj. przez ok 3 minuty. Następnie, Fifi dolał do szynki jajeczną masę, na którą położył plasterki sera żółtego. Zmniejszyliśmy ogień do minimum i przykryliśmy omlet pokrywką. Po jakiś 3 minutach wierzch omletu się ściął a ser się rozpuścił, więc można było nakładać całość na talerz. W tym celu weź patelnię do ręki i porusz nią do przodu i do tyłu aż zobaczysz, że omlet swobodnie suwa się po patelni a więc odlepił się od dna. Teraz delikatnie zsuń połowę omletu na talerz i zegnij omlet na pół, tak żeby druga połówka znalazła się na wierzchu. Na talerzu oczywiście musiały się jeszcze znaleźć pokrojone malinówki ze szczypiorkiem, do tego kubek kakao i śniadanko gotowe w niecałe 10 minut.

DSC_0811Taki omlet, to ogólnie bardzo fajowa sprawa i możesz go zrobić na różne sposoby tj. z kolorową papryką; chili; z samym szczypiorkiem lub tylko z samym żółtym serem, albo kozim serem, albo camembertem – na co tylko masz ochotę :)

Niedzielny kurczak a’la Puttanesca

9 Czer

Dzisiejsza niedziela zaczęła się wcześnie, bo o 6.30 rano, gdyż mój pies ma od czasu do czasu fantazję sobie „ot tak” poszczekać ;) Otworzyłam mu więc drzwi na ogródek i wróciłam do łóżka z nadzieją na dalszy sen. Nie minęło 15 minut, kiedy wpadło moje dziecko, żeby się poprzytulać… Po kolejnych 10 minutach doszło do wniosku, że jest idealny czas (?!) na to, żeby pograć w nową grę planszową, którą poprzedniego dnia zakupiła mu Buba… Szukając w sennej głowie jakiegoś ratunku, przypomniałam sobie, że ja z kolei nabyłam film „Różowa Pantera cz. 2”, która to informacja została przyjęta z wielkim aplauzem a chwilę potem – upragnioną ciszą, gdyż dziecię pobiegło włączyć film. Nie na długo jednak, gdyż po 5 minutach wróciło… z oczami kota ze Shreka i słowami „Maaamuś, chodź ze mną pooglądać”…. Ciąg dalszy poranka był bardzo podobny, czyli obejrzałam panterę, robiąc po drodze kakao, czytając jednym okiem książkę, potem …. jeszcze raz obejrzałam ten sam film, grając równolegle w … (tak, tak) grę planszową „Daj gryza”, w której trzeba wieszać tekturowe rybki na wiszącym tekturowym bucie, tak żeby nie spadły (a spadają jak diabli…). I to zagrałam w nią prawie 3 razy. Pod rząd… I zrobiła się godzina 9:45, kiedy mogłam wymknąć się do wanny :) Dalsze zadania przydzieliłam sobie sama tj. m.in. pomalowałam meble ogrodowe, tak że wyglądają teraz jak „funkiel nówka nie śmigane” :) A potem, miałam prawie 3 cudne godziny tylko dla siebie, czyli konie.  Dzisiaj, to też nie była taka prosta sprawa, bo trzeba było zgonić całe to towarzystwo z paddocku, co do zasady niezbyt im się podoba. Musiałam się więc nieźle naganiać a potem wyczyścić umorusaną jak nieboskie stworzenie Nockę przy akompaniamencie wszędobylskich skubiących chrapek jej córki Nutelli. Nie, żebym narzekała :) I w końcu upragniony teren. Uwielbiam tak pędzić przez las :) Kiedy wróciłam, byłam strasznie głodna, zwłaszcza na coś ostrego.  Wygrzebałam, to co miałam w lodówce i przygotowałam swoją wersję spaghetti z sosem Puttanesca z dodatkiem piersi z kurczaka.

DSC_0744Makaron z sosem Puttanesca i grillowaną piersią z kurczaka
Składniki na sos (3-4 osoby): 2 łyżki oliwy, 2 małe cebule, 2 ząbki czosnku, 20 czarnych oliwek. 10 zielonych oliwek z anchois, 2 puszki krojonych pomidorów, 1/2 łyżeczki mielonego chili (albo 2-3 papryczki chili), 10-15 małych kaparów (ze słoika), sól, 1/2 łyżeczki cukru, 1 łyżka posiekanej natki z pietruszki, 1 łyżka (albo więcej :) startego parmezanu lub innego ostrego sera)
Kurczak: 4 pojedyncze piersi z kurczaka, papier do pieczenia, sól, ok 1 łyżeczka chili, mieszanka przypraw do kuchni włoskiej (albo gotowa, albo wymieszaj w równych proporcjach po ok. 1/2 łyżeczki: oregano, bazylię i suszony czosnek).
Makaron taki, jaki lubisz najbardziej. Ja dzisiaj miałam ochotę na „gniazda”.

Rozgrzej oliwę na patelni i zeszklij pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek (średni ogień, żeby się nie przypiekło i pamiętaj mieszaj od czasu do czasu). W tym czasie pokrój na plasterki oliwki i posiekaj kapary, które wrzuć na patelnię po ok. 3-4 minutach. Podsmaż całość jeszcze przez 2-3 minuty i wlej pomidory z puszki. Pozwól, żeby sos pobulgotał sobie z jakieś 3 minuty. Teraz spróbuj i posól, tyle ile potrzebujesz (oliwki i kapary są dość słone, więc może się tak zdarzyć, że będziesz potrzebować raptem szczyptę albo dwie) i dodaj cukier. Zmniejsz ogień do minimum i pozwól, żeby odparowała się część wody tj. ok 5 minut. Sos po nałożeniu na makaron posyp natką z pietruszki i parmezanem. Jeśli nie masz mięsożerców w domu, to jest w zupełności wystarczające jedzonko na obiad.
DSC_0734Teraz czas na kurczaka. Rozbij tłuczkiem każdą pierś (przykryj wcześniej woreczkiem foliowym, żeby się nie przyklejała do tłuczka i nie pryskała dookoła). Papier do pieczenia przetnij tak, żeby po złożeniu na pół, zmieściła się w niego jedna pierś. Każdą pierś posyp solą, chili i pozostałymi przyprawami  – 1 szczypta każdego na 1 stronę kurczaka i zawiń w papier do pieczenia. Rozgrzej patelnię grillową (albo inną z „nieprzywierającym” dnem) i smaż zapakowane kurczę po ok. 3-4 minuty z każdej strony. Po tym czasie pokrój pierś w plastry i serwuj jako dodatek do makaronu z sosem.

A tak na marginesie, to ze zdjęciami dzisiaj też nie było łatwo. Kot polował…

Ciasto z rabarbarem

7 Czer

Kiedy rano wpadłam do pracy, na moim biurku pyszniły się dwa rabarbarowe smakołyki: puchate ciasto i chrupiąca francuska kopertka. Urodziny Juśki :) Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię rabarbar. Kojarzy mi się z dzieciństwem i słonecznym latem, kiedy siadałam z innymi dzieciakami na trawiastej górce obok mojego domu i wszyscy zgodnie chrupaliśmy maczane w cukrze kwaskowate łodyżki. Nie wiem czemu, ale ani mama ani babcia nie robiły ciast z rabarbarem. Może dlatego, że babcia miała na ogródku tyle innego owocowego dobra do wykorzystania (jabłka, gruszki, dwa rodzaje śliwek, wiśnie, agrest, poziomki, truskawki, porzeczki…), że na kupny rabarbar zwyczajnie nie było czasu :)
Ciacho z rabarbarem zrobiła Juśki mama, a kopertkę sama Juśka. Jedno i drugie było przepyszne. Na pierwszy rzut podzielę się z Wami przepisem na ciasto, bo ten udało mi się dzisiaj wyżebrać od Juśki a raczej od jej mamy i samodzielnie, choć z przygodami, przygotować.

DSC_0720Ciasto z rabarbarem
Składniki (cytuję oryginalny przepis:)

Ciasto

4 jaja; 45 dkg mąki; ¾ szklanki cukru (ok 20dkg); 2 łyżeczki proszku do pieczenia; 15 dkg masła; 2-3 łyżki gęstego jogurtu; kilka kropli olejku zapachowego, jaki lubisz (w mamy cieście był cytrynowy); szczypta soli.

Mama miksuje nie spiralami tylko tym do ubijania piany

Masło z cukrem miksujemy dodajemy jaja a na nie szczyptę soli (podobno jaja są wtedy żółciejsze) -> Miksuje, dodaje mąkę, proszek, jogurt, miksuje. Ma być bardzo gęste lejące ciasto.

Kruszonka
Masło klarowane i masło zwykłe tak ok 7dkg; 3-4 łyżki mąki; 3-4 łyżki cukru.

Ciasto na taką prostokątną blachę potem owoce, na to kruszon. Piekła to w 160-170 stopniach przez ok 50 min.

Czasem wychodzi lepiej czasem gorzej.”

Uzbrojona w powyższy przepis, zabrałam się do roboty. Pierwszym problemem okazał się być sam rabarbar – no bo po pierwsze, ile tego (jakoś łatwiej jest na oko ocenić potrzebną ilość jabłek, truskawek czy innych „okrągłych” owoców) a po drugie, jak tu się za niego zabrać. Wsparłam się wujkiem Google, który podpowiedział mi, że mam wykorzystać 5 łodyg rabarbaru, obrać je, pokroić, wrzucić do miski, zasypać łyżką cukru i odstawić. Tak też uczyniłam. Następnie działałam zgodnie z przepisem, tyle że w obliczu braku miksera (który spaliłam 2 miesiące temu i nadal się nie dorobiłam nowego), postanowiłam sprawdzić, czy blender działa podobnie. Otóż nie działa. Na szczęście pomógł chociaż w części dotyczącej masła, cukru i jajek, ale poddał się na etapie mąki i jogurtu. Ale za to tutaj pomogła mi taka pałka miksująca (nie wiem, jaka jest profesjonalna nazwa tego urządzenia – ale wiecie, takie coś do miksowania zup).  Do przepisu wprowadziłam dwie modyfikacje – pierwsza, to cukier waniliowy (1 łyżka) zamiast olejku zapachowego; druga – do kruszonki użyłam zwykłego masła. Trzecia zmiana była raczej „sprzętowa”, bo zamiast prostokątnej blaszki, użyłam dużej, okrągłej tortownicy. Wydaje mi się jednak, że blaszka jest lepszym rozwiązaniem, bo ciasta jest więcej…
Wyszło bardzo dobrze :)

P.S. Jusia – wszystkiego naj… dla Cię :) :*

Omlet z truskawkami

3 Czer

W Dzień Dziecka ciężko myślałam o tym, co mam przygotować mojemu kochanemu synkowi na śniadanie. Przypomniałam sobie o omlecie robionym przez moją mamę, który często ratował mnie przed śmiercią głodową w trakcie studiów. Moja lodówka, jak na standardy studenckie, była na szczęście dość bogata, bo zazwyczaj zawierała jajka, mleko i dżem, no a że mieszkałam jeszcze z dwiema dziewczynami – udawało się też czasem wyskrobać nieco mąki. Omlet w tej wersji robiłam od tamtej pory bardzo rzadko, więc przyznam się bez bicia, że zajęło mi chwilę i dwie średnio udane próby, żeby osiągnąć zamierzony efekt.

DSC_0666Omlet z truskawkami
Składniki: 1/2 łyżki masła, 2 jajka, 2 łyżki mąki, szczypta soli, ok 1/2 szklanki mleka; Dodatki „premium” ;): 10 drobno pokrojonych truskawek, syrop klonowy.

Rozdziel żółtka od białek. Do żółtek dodaj mąkę i zmiksuj wlewając powoli mleko – powinno wyjść ciasto o konsystencji ciutkę gęstszej niż ciasto naleśnikowe. Białka ubij ze szczyptą soli na gęstą pianę, którą następnie delikatnie rozmieszaj z ciastem. Rozgrzej patelnię, rozpuść masło i wlej ciasto. Teraz zmniejsz ogień i przykryj całość pokrywką. Chodzi o to, żeby nie spalić spodu a jednocześnie jak najbardziej ściąć wierzch. Trwa to ok 4 minut – zależy od średnicy patelni. I teraz ta najtrudniejsza część, bo trzeba przewrócić omlet na drugą stronę i jeszcze chwilę podpiec tj. ok 2 minut. Powinien wyjść złocisty i puchaty.
DSC_0660Truskawki pokroiłam na drobne kawałeczki, wysypałam na omlet i całość zalałam syropem klonowym, który pysznie wsiąkł w ciasto. Melduję, że omlet znikł w tempie ekspresowym. Precyzyjnie rzecz ujmując – wszystkie trzy omlety znikły w tym tempie :)

Conchiglioni ze szpinakiem

27 Maj

DSC_0569Kompletnie, ale to kompletnie nie miałam pomysłu na dzisiejszy obiad, zwłaszcza że miałam na coś ochotę, ale nie bardzo wiedziałam na co… Oj tam – jestem przekonana, że też tak macie. W każdym bądź razie, wpadłam do „przydomowego” sklepiku i z obłędem w oczach zaczęłam przeglądać nieco pustawe, poniedziałkowe półki w nadziei, że coś mnie natchnie. I wyobraźcie sobie, że natchnęło :) Pudełko z makaronem Conchiglioni No 55 , czyli (mimo nazwy nieco przypominającej znane perfumy) dużymi makaronowymi muszlami. Dokupiłam do niego jeszcze tylko kilka drobiazgów i dumna ze swej zdobyczy, pędem wróciłam do domu. Oto, co upichciłam.

DSC_0554Muszle nadziewane szpinakiem na beszamelu
Nadzienie:  1 łyżka oliwy. 1 łyżka masła, 1 opakowanie mrożonego szpinaku, 1 kostka Fety, 2 ząbki czosnku, opcjonalnie 1 papryczka chili, pieprz i sól do smaku.
Beszamel: 1 czubata łyżka masła, 1 czubata łyżka mąki, ok 1 1/2 szklanki mleka, szczypta gałki muszkatołowej, szczypta soli, szczypta pieprzu.
1 opakowanie makaronu Conchiglioni No 55 ugotowanego al dente (tj. ok 11 minut w osolonej wodzie).

Nastawiłam piekarnik na 180 stopni i zabrałam się za nadzienie. Na patelni rozgrzałam oliwę i rozpuściłam masło. Następnie dodałam szpinak, który mieszałam od czasu do czasu do momentu, kiedy się roztopił i lekko podsmażył. W tym czasie, w miseczce rozdrobniłam fetę, którą dorzuciłam do szpinaku. Całość trzymałam na ogniu tak długo, aż wyparował cały płyn powstały w trakcie gotowania. Mniej więcej w tym czasie dodałam pokrojoną w półplasterki chili i wyciśnięte oba ząbki czosnku, i popieprzyłam. Spróbujcie całości zanim (jeśli) dodacie sól, bo feta sama w sobie jest zazwyczaj bardzo słona i łatwo można przesadzić :) Podgrzałam jeszcze ok 3 minuty i odstawiłam, żeby przestygło.
DSC_0505Czas na beszamel. Z beszamelem walczę od wielu lat, bo niestety jest to humorzaste stworzenie i bardzo lubi się przypalać, zbrylać, albo jedno i drugie. Wypracowałam sobie kilka sposobów, które znacznie zwiększają prawdopodobieństwo zwycięstwa. Po pierwsze, ważne jest to, w czym będziecie robić sos. Najlepiej, żeby był to garnek z nieprzywierającym dnem, a w ogóle najlepiej, żeby to była patelnia. Po drugie, do mieszania wykorzystajcie trzepaczkę (albo widełki od miksera) albo silikonową łopatkę (taką do wyjmowania resztek surowego ciasta z miski) lub drewnianą łychę. Po trzecie, jak najmniejszy ogień. Po czwarte, cały czas mieszać mieszać mieszać. Dobra – do rzeczy. „Na boku” przygotowałam sobie szklankę z mlekiem. W garnku roztopiłam masło i dodałam do niego łyżkę mąki. Mieszałam całość do momentu, kiedy masło zaczęło lekko się złocić i dolałam pomału mniej więcej połowę szklanki mleka, i … dalej mieszałam. Kiedy całość zgęstniała (konsystencja budyniu), dolałam drugą połowę szklanki mleka i mieszałam aż znowu nie zgęstniała. Po dolaniu trzeciej, ostatniej porcji mleka (tj. najlepiej niecałą połowę szklanki), możecie mieć wrażenie, że całość jest nieco za rzadka. Wtedy wystarczy lekko zwiększyć ogień (cały czas mieszając), aż sos zacznie wrzeć i ponownie zgęstnieje. I koniec tj. wyłącznie gaz, prąd, czy inne źródło grzania :) Na tym etapie dodałam szczyptę gałki muszkatołowej. No dobra – powinnam była dać, ale mi się sypnęło nieco więcej, więc musiałam łowić nadmiar, bo inaczej sos zrobiłby się lekko gorzkawy. I jeszcze szczypta soli (nie za dużo – pamiętajcie o słonej fecie).
DSC_0532Jako naczynie do zapiekania wykorzystałam kamionkową formę do tarty, ale może to być jakiekolwiek żaroodporne naczynie. Połową sosu wysmarowałam dno formy. Każdą ugotowaną muszlę wypełniłam farszem (ok 1 łyżeczka na muszlę) i ułożyłam w formie. Drugą połowę sosu rozsmarowałam na wierzchu (też 1 łyżeczka na muszlę). Całość delikatnie przykryłam folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 15 minut.

Wyszło pyyycha :) Warzywoodporne dziecię pożarło 7 szt., więc chyba mu smakowało :)))