Archiwum | Obiady RSS feed for this section

Tarta z kozą i gruszką

22 Wrz

Serek kozi króluje na moim stole od ładnych kilku miesięcy. Trafiłam na przepyszne twarożki, z którymi można robić różne cuda. Występują w czterech smakach: naturalnym,  czosnkowym, z kozieradką i ziołami prowansalskimi. Niestety serki te pojawiają się przez kilka letnich miesięcy a więc niedługo się skończą, ponieważ jesienią i zimą rodzą się maluchy, no i mleko kóz, aż do późnej wiosny, służy w zupełnie innym celu :)

Tytułowa tarta w oryginalnym przepisie jest z figami a nie z gruszką. Jednak po przetestowaniu obu wersji, zdecydowanie bardziej wolę tą drugą.

DSC_1764Tarta z kozim serem i gruszkami
Ciasto: 220 g mąki, 100 g masła, 1 jajko, 2 łyżki miodu, 1/2 łyżeczki świeżego posiekanego rozmarynu, szczypta soli.
Nadzienie: 200 g miękkiego koziego sera (twarożku), 1 jajko, 200 ml śmietany 18%, sól, pieprz, 3 gruszki.

Ciasto możesz zrobić na dwa sposoby: ręcznie albo przy wsparciu miksera. Ja wybieram tą drugą opcję zwłaszcza, że w końcu dorobiłam się super robota kuchennego :p. Jeśli wybierasz opcję ręczną, wysyp mąkę na stolnicę, zrób w niej dołek, w który wbij jajko. Następnie dodaj pokrojone w kawałeczki masło, miód, rozmaryn i sól, i całość posiekaj dużym nożem aż składniki się połączą tj. będą przypominały kruszonkę do ciasta. Następnie szybko zagnieć całość aż powstanie kulka ciasta, którą przykryj (folia, ściereczka, miseczka – co chcesz:)  i wstaw do lodówki na minimum 40 minut.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Po tym czasie, rozwałkuj ciasto i wyłóż nim posmarowaną masłem formę do tarty. Nastaw piekarnik na 180 stopni i możesz się zabierać za przygotowanie nadzienia. Wymieszaj ser, jajko i śmietanę, doprawiając do smaku solą i pieprzem (całość powinna być lekko słona), i wylej na ciasto. Następnie obierz gruszki, pozbądź się gniazd nasiennych, pokrój je na ćwiartki i ułóż na serowym nadzieniu. Piecz 30 minut. Rada – kiedy tarta już się upiecze, poczekaj 10 minut zanim zaczniesz kroić – pozwól aby ser kozi trochę ostygł, bo inaczej będzie uciekał :)
Tarta wychodzi przepyszna zwłaszcza ze względu na lekko słodkawe, rozmarynowe ciasto. Koniecznie muszę potestować jeszcze inne nadzienie.

Krewetki z martini

25 Lip

Wakacje oznaczają krewetki. W dużych ilościach. Kupujemy je wersji ugotowanej, czyli langostino cocinado. Takie same są do kupienia w Polsce, ale najczęściej głęboko mrożone, ale za to pozbawione główek i łupinek, więc nie trzeba wcześniej ich czyścić ;). Jedne i drugie przyrządzam tak samo, czyli z dodatkiem martini bianco. Owoce morza w ogóle lubią dodatek alkoholu – może to być również tequila, białe wino, czy co tam lubicie, ale martini ze względu na swoją słodycz, super się karmelizuje. W krewetkach ważny jest rozmiar – im większe, tym lepsze.

DSC_1276Krewetki z martini
Składniki (2 osoby): 500 g krewetek, 1-2 ząbki czosnku, 2 łyżki oliwy, 1 łyżka masła, 1-2 łyżki Martini Bianco, sól.

Oczyść krewetki (jeśli musisz), czyli oderwij główki i pancerz z nóżkami ;), tak żeby został sam korpus z ogonkiem. Opłucz je pod bieżącą wodą i odsącz na sitku. Na patelni rozgrzej oliwę i rozpuść masło. Wrzuć krewetki i smaż około 5-7 minut, od czasu do czasu mieszając. Dodaj Martini. Po jakiś 3 minutach część płynu powinna wyparować a krewetki przyrumienić. Dodaj teraz wyciśnięty czosnek. Podsmaż jeszcze ok 3 minuty i gotowe :)

Bułgarski placek z cukinii

18 Czer

Pamiętam, jak kilkanaście lat temu moja babcia po raz pierwszy zasadziła na ogródku cukinię. Ponieważ zawsze miała genialną rękę do roślin, skończyło się na tym, że całe lato jedliśmy na przemian: placki z cukinii, zupę z cukinii, cukinię faszerowaną, nawet (ku ubolewaniu mojego taty) hihi schabowe z cukinii – cukinia była obecna dosłownie wszędzie. Wszyscy mieliśmy jej tak dość, że w następnym roku babcia była zmuszona zlikwidować połowę krzaków.
Na mój gust, cukinia jest trochę bez smaku, za to doskonale nadaje się, jako towarzysz innych warzyw np. robionych na chrupko na patelni. Kiedy dzisiaj przypadkiem znalazłam przepis na bułgarski placek, w którym cukinia gra główną rolę, bardzo byłam ciekawa, co z tego wyjdzie, więc nie zastanawiając się dłużej, zabrałam się do roboty.

DSC_0903Bułgarski placek z cukinii
Składniki: 4 średnie cukinie, 3 jajka, 250 g pokruszonej fety (tj. 1 kostka), 5 łyżek kaszy manny, dużo zielonego tj. po ok 2-3 łyżki posiekanego koperku i natki pietruszki, 2 wyciśnięte ząbki czosnku, ok 1 łyżeczka soli, pieprz.
Sos jogurtowy: 1 kubeczek jogurtu naturalnego (najlepiej greckiego), 1-2 ząbki czosnku, koperek, sól do smaku (czasem dodaję też 1 łyżeczkę majonezu, który fajnie podkreśla smak całości).

DSC_0922Piekarnik nastawiłam na 180 stopni. Cukinie obrałam i starłam na tarce, na grubych oczkach. Potem odstawiłam na ok 5 minut i odcisnęłam z nadmiaru wody (niestety nie sprawdził się w tym przypadku sposób na dociśnięcie talerzem z postawionym na wierzchu garnkiem z wodą, więc brałam po trochu w garść i zwyczajnie wyciskałam sok). Następnie dodałam wszystkie pozostałe składniki i wymieszałam. Masę należy włożyć do wysmarowanego masłem naczynia żaroodpornego (piekłam w kamionkowej formie do ciasta), tak żeby warstwa nie była wyższa niż 3 cm i piec przez ok 40 minut do momentu, kiedy wierzch się zarumieni (piekłam o 5 minut dłużej). Po upieczeniu całość pokroiłam w trójkąty i podałam z sosem jogurtowym, i całą furą sałatki.
Wyszło bardzo dobre – puszyste i delikatne, i zostało zeżarte z dokładką w 5 minut ;)

Niedzielny kurczak a’la Puttanesca

9 Czer

Dzisiejsza niedziela zaczęła się wcześnie, bo o 6.30 rano, gdyż mój pies ma od czasu do czasu fantazję sobie „ot tak” poszczekać ;) Otworzyłam mu więc drzwi na ogródek i wróciłam do łóżka z nadzieją na dalszy sen. Nie minęło 15 minut, kiedy wpadło moje dziecko, żeby się poprzytulać… Po kolejnych 10 minutach doszło do wniosku, że jest idealny czas (?!) na to, żeby pograć w nową grę planszową, którą poprzedniego dnia zakupiła mu Buba… Szukając w sennej głowie jakiegoś ratunku, przypomniałam sobie, że ja z kolei nabyłam film „Różowa Pantera cz. 2”, która to informacja została przyjęta z wielkim aplauzem a chwilę potem – upragnioną ciszą, gdyż dziecię pobiegło włączyć film. Nie na długo jednak, gdyż po 5 minutach wróciło… z oczami kota ze Shreka i słowami „Maaamuś, chodź ze mną pooglądać”…. Ciąg dalszy poranka był bardzo podobny, czyli obejrzałam panterę, robiąc po drodze kakao, czytając jednym okiem książkę, potem …. jeszcze raz obejrzałam ten sam film, grając równolegle w … (tak, tak) grę planszową „Daj gryza”, w której trzeba wieszać tekturowe rybki na wiszącym tekturowym bucie, tak żeby nie spadły (a spadają jak diabli…). I to zagrałam w nią prawie 3 razy. Pod rząd… I zrobiła się godzina 9:45, kiedy mogłam wymknąć się do wanny :) Dalsze zadania przydzieliłam sobie sama tj. m.in. pomalowałam meble ogrodowe, tak że wyglądają teraz jak „funkiel nówka nie śmigane” :) A potem, miałam prawie 3 cudne godziny tylko dla siebie, czyli konie.  Dzisiaj, to też nie była taka prosta sprawa, bo trzeba było zgonić całe to towarzystwo z paddocku, co do zasady niezbyt im się podoba. Musiałam się więc nieźle naganiać a potem wyczyścić umorusaną jak nieboskie stworzenie Nockę przy akompaniamencie wszędobylskich skubiących chrapek jej córki Nutelli. Nie, żebym narzekała :) I w końcu upragniony teren. Uwielbiam tak pędzić przez las :) Kiedy wróciłam, byłam strasznie głodna, zwłaszcza na coś ostrego.  Wygrzebałam, to co miałam w lodówce i przygotowałam swoją wersję spaghetti z sosem Puttanesca z dodatkiem piersi z kurczaka.

DSC_0744Makaron z sosem Puttanesca i grillowaną piersią z kurczaka
Składniki na sos (3-4 osoby): 2 łyżki oliwy, 2 małe cebule, 2 ząbki czosnku, 20 czarnych oliwek. 10 zielonych oliwek z anchois, 2 puszki krojonych pomidorów, 1/2 łyżeczki mielonego chili (albo 2-3 papryczki chili), 10-15 małych kaparów (ze słoika), sól, 1/2 łyżeczki cukru, 1 łyżka posiekanej natki z pietruszki, 1 łyżka (albo więcej :) startego parmezanu lub innego ostrego sera)
Kurczak: 4 pojedyncze piersi z kurczaka, papier do pieczenia, sól, ok 1 łyżeczka chili, mieszanka przypraw do kuchni włoskiej (albo gotowa, albo wymieszaj w równych proporcjach po ok. 1/2 łyżeczki: oregano, bazylię i suszony czosnek).
Makaron taki, jaki lubisz najbardziej. Ja dzisiaj miałam ochotę na „gniazda”.

Rozgrzej oliwę na patelni i zeszklij pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek (średni ogień, żeby się nie przypiekło i pamiętaj mieszaj od czasu do czasu). W tym czasie pokrój na plasterki oliwki i posiekaj kapary, które wrzuć na patelnię po ok. 3-4 minutach. Podsmaż całość jeszcze przez 2-3 minuty i wlej pomidory z puszki. Pozwól, żeby sos pobulgotał sobie z jakieś 3 minuty. Teraz spróbuj i posól, tyle ile potrzebujesz (oliwki i kapary są dość słone, więc może się tak zdarzyć, że będziesz potrzebować raptem szczyptę albo dwie) i dodaj cukier. Zmniejsz ogień do minimum i pozwól, żeby odparowała się część wody tj. ok 5 minut. Sos po nałożeniu na makaron posyp natką z pietruszki i parmezanem. Jeśli nie masz mięsożerców w domu, to jest w zupełności wystarczające jedzonko na obiad.
DSC_0734Teraz czas na kurczaka. Rozbij tłuczkiem każdą pierś (przykryj wcześniej woreczkiem foliowym, żeby się nie przyklejała do tłuczka i nie pryskała dookoła). Papier do pieczenia przetnij tak, żeby po złożeniu na pół, zmieściła się w niego jedna pierś. Każdą pierś posyp solą, chili i pozostałymi przyprawami  – 1 szczypta każdego na 1 stronę kurczaka i zawiń w papier do pieczenia. Rozgrzej patelnię grillową (albo inną z „nieprzywierającym” dnem) i smaż zapakowane kurczę po ok. 3-4 minuty z każdej strony. Po tym czasie pokrój pierś w plastry i serwuj jako dodatek do makaronu z sosem.

A tak na marginesie, to ze zdjęciami dzisiaj też nie było łatwo. Kot polował…

Conchiglioni ze szpinakiem

27 Maj

DSC_0569Kompletnie, ale to kompletnie nie miałam pomysłu na dzisiejszy obiad, zwłaszcza że miałam na coś ochotę, ale nie bardzo wiedziałam na co… Oj tam – jestem przekonana, że też tak macie. W każdym bądź razie, wpadłam do „przydomowego” sklepiku i z obłędem w oczach zaczęłam przeglądać nieco pustawe, poniedziałkowe półki w nadziei, że coś mnie natchnie. I wyobraźcie sobie, że natchnęło :) Pudełko z makaronem Conchiglioni No 55 , czyli (mimo nazwy nieco przypominającej znane perfumy) dużymi makaronowymi muszlami. Dokupiłam do niego jeszcze tylko kilka drobiazgów i dumna ze swej zdobyczy, pędem wróciłam do domu. Oto, co upichciłam.

DSC_0554Muszle nadziewane szpinakiem na beszamelu
Nadzienie:  1 łyżka oliwy. 1 łyżka masła, 1 opakowanie mrożonego szpinaku, 1 kostka Fety, 2 ząbki czosnku, opcjonalnie 1 papryczka chili, pieprz i sól do smaku.
Beszamel: 1 czubata łyżka masła, 1 czubata łyżka mąki, ok 1 1/2 szklanki mleka, szczypta gałki muszkatołowej, szczypta soli, szczypta pieprzu.
1 opakowanie makaronu Conchiglioni No 55 ugotowanego al dente (tj. ok 11 minut w osolonej wodzie).

Nastawiłam piekarnik na 180 stopni i zabrałam się za nadzienie. Na patelni rozgrzałam oliwę i rozpuściłam masło. Następnie dodałam szpinak, który mieszałam od czasu do czasu do momentu, kiedy się roztopił i lekko podsmażył. W tym czasie, w miseczce rozdrobniłam fetę, którą dorzuciłam do szpinaku. Całość trzymałam na ogniu tak długo, aż wyparował cały płyn powstały w trakcie gotowania. Mniej więcej w tym czasie dodałam pokrojoną w półplasterki chili i wyciśnięte oba ząbki czosnku, i popieprzyłam. Spróbujcie całości zanim (jeśli) dodacie sól, bo feta sama w sobie jest zazwyczaj bardzo słona i łatwo można przesadzić :) Podgrzałam jeszcze ok 3 minuty i odstawiłam, żeby przestygło.
DSC_0505Czas na beszamel. Z beszamelem walczę od wielu lat, bo niestety jest to humorzaste stworzenie i bardzo lubi się przypalać, zbrylać, albo jedno i drugie. Wypracowałam sobie kilka sposobów, które znacznie zwiększają prawdopodobieństwo zwycięstwa. Po pierwsze, ważne jest to, w czym będziecie robić sos. Najlepiej, żeby był to garnek z nieprzywierającym dnem, a w ogóle najlepiej, żeby to była patelnia. Po drugie, do mieszania wykorzystajcie trzepaczkę (albo widełki od miksera) albo silikonową łopatkę (taką do wyjmowania resztek surowego ciasta z miski) lub drewnianą łychę. Po trzecie, jak najmniejszy ogień. Po czwarte, cały czas mieszać mieszać mieszać. Dobra – do rzeczy. „Na boku” przygotowałam sobie szklankę z mlekiem. W garnku roztopiłam masło i dodałam do niego łyżkę mąki. Mieszałam całość do momentu, kiedy masło zaczęło lekko się złocić i dolałam pomału mniej więcej połowę szklanki mleka, i … dalej mieszałam. Kiedy całość zgęstniała (konsystencja budyniu), dolałam drugą połowę szklanki mleka i mieszałam aż znowu nie zgęstniała. Po dolaniu trzeciej, ostatniej porcji mleka (tj. najlepiej niecałą połowę szklanki), możecie mieć wrażenie, że całość jest nieco za rzadka. Wtedy wystarczy lekko zwiększyć ogień (cały czas mieszając), aż sos zacznie wrzeć i ponownie zgęstnieje. I koniec tj. wyłącznie gaz, prąd, czy inne źródło grzania :) Na tym etapie dodałam szczyptę gałki muszkatołowej. No dobra – powinnam była dać, ale mi się sypnęło nieco więcej, więc musiałam łowić nadmiar, bo inaczej sos zrobiłby się lekko gorzkawy. I jeszcze szczypta soli (nie za dużo – pamiętajcie o słonej fecie).
DSC_0532Jako naczynie do zapiekania wykorzystałam kamionkową formę do tarty, ale może to być jakiekolwiek żaroodporne naczynie. Połową sosu wysmarowałam dno formy. Każdą ugotowaną muszlę wypełniłam farszem (ok 1 łyżeczka na muszlę) i ułożyłam w formie. Drugą połowę sosu rozsmarowałam na wierzchu (też 1 łyżeczka na muszlę). Całość delikatnie przykryłam folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 15 minut.

Wyszło pyyycha :) Warzywoodporne dziecię pożarło 7 szt., więc chyba mu smakowało :)))