Archiwum | Obiady RSS feed for this section

Hamburger

22 Maj

Ilekroć nieopatrznie zapytam swoje dziecko o poranku, co by chciało zjeść na obiad, zawsze w odpowiedzi dostaję szelmowski uśmiech i jedną odpowiedź: Hamburgeraaaaa!!!! Ponieważ udaje mi się tam przemycić całkiem sporo składników pochodzenia roślinnego, niespecjalnie się opieram :)

DSC_0179Hamburgery
Składniki (4 hamburgery): 500 g mielonego mięsa z indyka, 2 małe ogórki kiszone (lub 1 duży), 1 żółtko, 1 płaska łyżeczka soli, pieprz; sos: 2 łyżki majonezu + 4 łyżki ketchupu, 4 bułki, kilka liści sałaty albo sałaty lodowej, 1 pomidor, 1 cebula, 1 duży ogórek kiszony, 4 plasterki żółtego sera

Piekarnik rozgrzewam do ok 150 stopni. Mięcho mieszam z drobno pokrojonymi ogórkami, żółtkiem i solą. Formuję płaskie kotlety nieco większe niż średnica bułki (bo się skubane kurczą w trakcie smażenia) i kładę na rozgrzaną patelnię grillową. Smażę bez tłuszczu po 3-4 minuty z każdej strony. Po przełożeniu na drugą stronę, na każdego hamburgera kładę plasterek sera, żeby się roztopił pod wpływem ciepła. Pomidora, cebulę i ogórka kiszonego kroję w plasterki. Bułki przekrajam na pół i wkładam do piekarnika na ok 3 minuty. Po tym czasie, każdą połówkę smaruję sosem i na jedną z nich kładę kotlet, plasterek pomidora, kilka plasterków ogórka i cebuli, i dobrze dociskam drugą połówką. Teraz jeszcze duuużo serwetek i można wcinać :)
Aha – bułki wcale nie muszą być te specjalne, nadmuchane, do hamburgerów. Mogą być zwykłe kajzerki i prawdę powiedziawszy o dziwo są lepsze.

Chińskie bułeczki na parze

21 Maj

Kiedy byłam jeszcze w liceum, miałam ulubione miejsce, do którego często trafiałam „na głodzie” w drodze ze szkoły do domu. Była to zwykła budka z chińskim jedzeniem, jedna z pierwszych w Szczecinie. Mając zaledwie kilka złotych w kieszeni można było zjeść Paodzy, czyli robioną na parze, drożdżową bułeczkę z mięsno-warzywnym nadzieniem. Do tej pory pamiętam jej smak i poczucie, że jem coś naprawdę nadzwyczajnego.
Wydawało mi się, że zrobienie Paodzy, to wyższa szkoła jazdy, ale okazuje się, że wręcz przeciwnie :)

DSC_0482-002Paodzy (przepis na 20 szt.)
Składniki na ciasto: i tutaj niespodzianka – składniki takie, jak na ciasto na pizzę, więc podaję swój wypróbowany przepis tj. 3 łyżeczki drożdży suszonych, 1 szklanka ciepłej wody, 3 szklanki mąki, 1/2 łyżeczki soli.
Składniki na farsz: 400-500 g mięsa mielonego (dowolny rodzaj), 2 łyżki oleju, 1 opakowanie mrożonej mieszanki warzyw do potraw chińskich Hortexu, 1 garść kiełków fasolki mung i/lub soi, 2 ząbki czosnku, 1 papryczka chili, ok 2 łyżki sosu sojowego, ok 1 łyżka sosu rybnego, 1 łyżeczka imbiru (albo zetrzeć ok 2-3 cm kawałek świeżego imbiru), 1/2 łyżeczki sproszkowanego chili, 1 łyżeczka cynamonu.

Najpierw ciacho. Do dużej miski wsypałam drożdże, zalałam ciepłą wodą, dobrze wymieszałam i odstawiłam na 10 minut. Następnie do drożdży dosypałam 2 szklanki mąki oraz sól i całość zarobiłam drewnianą łyżką aż wszystkie składniki się połączyły. Potem zakasałam rękawy i wygniatałam ciasto, stopniowo dosypując resztę mąki do momentu, kiedy stało się gładkie i łatwo odchodziło od dłoni. Michę przykryłam ściereczką i odstawiłam na czas potrzebny do przygotowania farszu.
Na dużej patelni rozgrzałam olej, na który wrzuciłam mieszankę warzyw, które wcześniej pokroiłam na drobniejsze kawałki. Smażyłam do momentu, kiedy całkiem się rozmroziły i dodałam kiełki, pokrojoną w paseczki papryczkę chili oraz posiekany czosnek. Następnie dodałam 1 łyżkę sosu sojowego oraz 1/2 łyżki sosu rybnego. Wymieszałam i po ok 3 minutach dodałam mięso. Ponieważ mielone mięso lubi się „zbrylać” w duże kawałki, rozgniatałam je delikatnie widelcem, przez co ładnie połączyło się z warzywami. Po ok 5 minutach dodałam resztę sosu sojowego i rybnego oraz pozostałe przyprawy. Farsz może wydawać się nieco za słony, ale uwierzcie mi, sól zginie w bułeczce. Patelnię odstawiłam na bok, żeby całość przestygła i zabrałam się za ciasto.
DSC_0482Ciacho położyłam na ściereczkę i podzieliłam na 20 w miarę równych części tj. wielką kulę najpierw rozerwałam na pół, potem każdą połowę znowu na pół, i znowu na pół, i znowu… aż wyszło mi 20 kulek wielkości piłeczki do ping-ponga ;) Każdy kawałek ciasta rozpłaszczyłam na dłoni na placuszek o grubości ok 4 mm, nałożyłam nadzienie (i nie skąpiłam tj. ok 1 łycha na placek) i palcami połączyłam brzegi, jakby do formy sakiewki. To jest moment, w którym część bułeczek może powędrować do zamrażalnika „na potem”. Bułeczki gotowałam na parze przez ok 15 minut. Mam spory parownik, więc mogłam ugotować 5 na raz, ale pamiętaj nie wrzucaj za dużo (nawet jeśli masz dużego głoda), bo się skleją, jak urosną.

Wyszła pycha :) Bułeczki podałam z sosem sojowym i szczypiorkiem, który doskonale przełamuje smak chińszczyzny, ale sądzę, że dobry sos słodko-kwaśny też byłby idealny. A tak w ogóle, to czy macie jakiś przepis na domowy sos słodko kwaśny????

Młoda kapustka z marchewą

10 Maj

Uwielbiam to proste i pyszne danie. Dlatego widok główki młodej kapusty natychmiast mnie skusił do kupna wszystkich niezbędnych składników, z którymi ile sił w kołach popędziłam do domu…

Młoda kapusta z marchewką
Składniki (3-4 osoby): 1 główka młodej kapusty, 1 1/2 pęczka młodej marchewki, 2/3 pęczka koperku, 2 łyżki masła, ok 1/4 kubeczka wody, 2-3 łyżeczki soli, pieprz, 1/2 łyżeczki cukru.

DSC_0422Potrzebny jest duży garnek  – niestety głównie w trakcie pierwszej fazy gotowania, bo kapusta bardzo traci na objętości. No więc w tym garnku, na wolnym ogniu rozpuściłam 1 łyżkę masła i wrzuciłam pokrojoną w plasterki marchewkę. W czasie, kiedy marchewa lekko się podgrzewała, pokroiłam kapustę. Pozbyłam się kiepskich zewnętrznych liści i przekroiłam ją na pół. Wycięłam twardy rdzeń, którego ze smakiem schrupał Ben. Każdą połówkę pokroiłam najpierw wzdłuż na ok 5 części i potem w poprzek w średniej wielkości kostkę. Dorzuciłam do garnka, podlałam lekko wodą i zwiększyłam ogień. Dodałam 1,5 łyżeczki soli. Po około 10 minutach i częstym mieszaniu, zmniejszyłam ogień i przykryłam garnek pokrywką, żeby kapusta się poddusiła przez ok 15-20 minut. Nauczona złymi doświadczeniami, pamiętałam o regularnym mieszaniu, żeby mi się przypadkiem to cudo nie przypaliło. W międzyczasie, posiekałam koperek i pod koniec duszenia dorzuciłam do garnka razem z drugą łyżką masła. Dosoliłam do smaku, popieprzyłam, dodałam cukier i jeszcze chwilę potrzymałam na ogniu. Oj dooobre to było :)

Tarta ze szpinakiem

9 Maj

W poniedziałek zrobiłam zakupy warzywne na ryneczku i kupiłam cudny świeży młody szpinak. Niestety nie udało mi się go tego dnia wykorzystać, więc we wtorek wracałam do domu z silnym postanowieniem, że koniecznie coś muszę z tym szpinakiem zrobić. Padło na tartę. No dobra, ale co do tego szpinaku? Przegląd lodówki zadecydował o wyborze dodatków tj. koziego twarożku i suszonych pomidorów, do których fantazja własna dorzuciła kilka suszonych fig ;)

DSC_0411Tarta ze szpinakiem
Składniki na ciasto (średnica ok 25 cm): 1 1/4 mąki, 1/4 łyżeczki soli, 120 g zimnego masła, pokrojonego w drobną kostkę, 3-4 łyżki lodowato zimnej wody.
Zawartość: ok 300 g świeżego szpinaku, 8 suszonych pomidorów, 1 ząbek czosnku, 2 opakowania koziego twarożku, 5 suszonych fig, 1 łyżka masła, 2 jajka, 4 łyżki śmietany 12%.

Zaczęłam od ciasta. Do miski wsypałam mąkę, sól i kostki masła. Wszystko roztarłam palcami do konsystencji kaszy. Potem wlałam tyle wody, aby składniki się połączyły tj. wszystkie 4 łyżki. Krótko wygniatałam – chodzi o to, żeby ciasto było gładkie i się nie kleiło. Z ciasta uformowałam kulę, zawinęłam w kawałek papieru do pieczenia i wrzuciłam na 30 min do lodówki. Nastawiłam piekarnik na 200 stopni.
Ciasto po wyjęciu z lodówki wyjątkowo postanowiłam rozwałkować (ha :) – udało mi się). Placek po rozwałkowaniu powinien mieć większą średnicę od średnicy formy tj. mieć ok 30 cm i grubość ok 3 mm. Formę na tartę posmarowałam masłem. Rozwałkowane ciasto nawinęłam na wałek, koniec ciasta położyłam na krawędzi formy i rozwijałam je pomału, aż znalazło się w formie. Potem odcięłam wystające poza formę kawałki i podziurawiłam widelcem ciacho na dnie. Następnie przykryłam je kawałkiem pergaminu i przysypałam fasolą – chodzi o to, żeby ciasto się nie wybrzuszało podczas pieczenia.
Kolejny etap, to podpiekanie spodu na tartę. Ciasto powinno wylądować w nagrzanym piekarniku na ok 8-10 minut tj. do momentu, kiedy zacznie odstawać od ścianek formy. Po tym czasie, podpieczony spód (oczywiście po zdjęciu pergaminu z fasolą) jest gotowy na szpinakowe wnętrze.

Zrobiłam je tak. Szpinak dobrze umyłam, odsączyłam z wody i porwałam na drobniejsze kawałki. Rozgrzałam patelnię, rozpuściłam masło i wrzuciłam szpinak (zawsze mnie rozczarowuje, jak bardzo przy takich manewrach szpinak traci na objętości). Po ok 5 minutach (mieszając szpinak od czasu do czasu) dorzuciłam do niego pokrojone w paseczki pomidory i pozwoliłam, żeby całość nieco się podsmażyła tj. kolejne 3 minuty, dosoliłam do smaku. Potem dołożyłam serek kozi oraz wyciśnięty ząbek czosnku i jeszcze chwilę potrzymałam na ogniu. Jajka wbiłam do miseczki i rozbełtałam ze śmietaną, szczyptą soli i pieprzem. Szpinakową masę położyłam na spód tarty, wyrównałam i zalałam jajkami ze śmietaną. Całość wylądowała w piekarniku na ok 25 minut tj. do momentu, kiedy wierzch się przyrumienił.

Pałki w worku

30 Kwi

No i znowu kurczak :)
Wpadłam do domu wściekle głodna po całym dniu spędzonym na jabłku i serku waniliowym, które przytomnie chwyciłam wychodząc rano do pracy. Na szczęście, po wczorajszych zakupach, w lodówce panoszyło się opakowanie pałek z kurczaka. Gryząc w naprędce kawałek czegoś z lodówki (yyyy chyba to był kawałek pieczeni rzymskiej), intensywnie myślałam o tym, co by tu do tego ptaka dosypać, żeby zaspokoić mój głód na coś pikantnego. I zaczęłam tworzyć ;)

Pieczone pałki z kurczaka
Składniki: 10 pałek; mieszanka przypraw: 1 łyżeczka curry, 1 łyżeczka słodkiej papryki, 1 łyżeczka soli, 1/2 łyżeczki cukru, 1 łyżeczka cynamonu, 1/3 łyżeczki imbiru, 1/2 łyżeczki chili; 1/2 dużej główki czosnku, 1 jabłko, 1 gałązka rozmarynu (opcjonalnie), 1 worek do pieczenia.

DSC_0170Rozgrzałam piekarnik do 220 stopni. Kuraka umyłam, osuszyłam ręcznikiem papierowym i wrzuciłam do worka. Wsypałam przyprawy (ok 3/4 mieszanki) i dobrze wymiętoliłam w worze, tak żeby wszystkie pałki równomiernie pokryły się przyprawami. Na wierzch powrzucałam nieobrane ząbki czosnku (wyszło mi ok 10 szt.) oraz małe kawałeczki jabłka (pokroiłam je najpierw na 8 części a potem każdą z nich w dość cienkie plasterki, aby w miarę pieczenia jabłko maksymalnie zmiękło). Na wierzch, dla aromatu, włożyłam gałązkę rozmarynu. Worek po zamknięciu (należy pamiętać aby zostawić trochę przestrzeni – powietrze między zawartością a zamknięciem) trafił na blachę i do piekarnika na 45 minut. Niniejszym melduję, że moja brzuszkowa smoczyca jest po tym posiłku bardzo ukontentowana :)